Kategoria: Blog

basen – 5 marca 2008

Czasem się tu popisuję, jakim to jestem szybkim biegaczem. Dziś wam powiem: jestem najwolniejszym pływakiem na świecie. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żebym na basenie kogoś wyprzedził. Zawsze to mnie wyprzedzają, omijaną, przeganiają na sąsiednim torze, wypławają tuż przede mną, a przy przeciwnej ścianie są, kiedy ja walczę z wodą na środku basenu. Nigdy w […]

sekunda – 26 kwietnia 2008

Niby start treningowy, niby nic, a ta sekunda, jedna sekunda mentalnie się liczy. Czy jestem zadowolony z dzisiejszego biegu? 10 km w Kabatach, start przygotowawczy. Na maksa, na życiówkę, a raczej wiceżyciówkę, bo tamten dzień, kiedy przez godzinę byłem Bobem Beamonem (młodsi: google) już się nie powtórzy. Wiceżyciówka wynosiła 35:59 i została zrobiona na początku […]

casting – 4 lutego 2007

Uwaga casting! To mnie męczy już od paru dni. Ponieważ dziś był dzień wolny od treningów, a ponadto niesportowo nieco nadużyłem – aczkolwiek nie na tyle, żebym nie był się w stanie zalogować – to chciałbym postawić tę kwestię. Drodzy czytelnicy! Jeśli zaglądacie czasem na ten blog, wiecie, że macie do czynienia z osobnikiem, który […]

toruń – 20 maja 2007

Sezon biegowy powinienem kończyć w marcu. Ewentualnie w kwietniu. To zabawne, bo początkujący jogger budzi się na wiosnę. Cieplejsze dni, chce się trenować, biega się przyjemnie. I startuje się przyjemnie. W zeszłym roku zrobiłem życiówkę w maratonie we Wrocławiu 23 kwietnia. W tym roku – w Warszawie 23 marca. Po tych datach właściwie powinienem kończyć […]

szybkość – 1 listopada 2007

Rodzice Mojej Sportowej Żony już się nie dziwią, kiedy zmywam po śniadaniu i zbieram się na bieganie. Pamiętam nasze pierwsze przyjazdy do Rabki. Teść ciągle dopytywał, jak często biegam, ile, dokąd i okrutnie się dziwował. Tak się mówi w górach – dziwował, a nie dziwił. A wszyscy się dziwowali, że zmywam naczynia po jedzeniu. To […]

licznik – 23 kwietnia 2008

Robiłem sobie kanapki na śniadanie, kiedy do kuchni wparadowały uśmiechnięte od ucha Moja Sportowa Żona i córka przedszkolak z prezentową torebką. Na imieniny dostałem wymarzony licznik rowerowy (bo uwielbiam mierzyć i przeliczać) i wymarzone perfumy (bo biegacz nie musi zawsze cuchnąć potem). Licznik zamontowałem po południu, chociaż jestem antyinżynierem. Tak mnie to rozochociło, że namówiłem córkę […]

smś – 21 kwietnia 2007

– Tato, SMŚ to Sobotnie Mistrzostwa Świata – zapytała mnie córka gimnazjalistka w samochodzie rano.Jechaliśmy na SMŚ czyli Spontaniczne Młocińskie Ściganie. Te zawody postawione na głowie, o których nie raz pisałem, ale że nie ma obowiązku pamiętać, to jeszcze raz napiszę. Dystans: 10 km. Miejsce: Park Młociński, prawie trzy pętle. Czas: no właśnie. Każdy deklaruje […]

ostatni trening – 18 maja 2007

Znów kulminacja – w niedzielę bieg. A dziś był ostatni trening. O takim treningu (a wręcz o całym ostatnim tygodniu) podręczniki biegania mówią, że wtedy niewiele da się już poprawić, a dużo można zepsuć. Dlatego najlepiej luzować, odpuszczać, dać organizmowi odpocząć, sprawić, żeby przed startem stał się "głodny biegania". Moja prawda jest dokładnie odwrotna. Jeśli […]

30 sekund – 23 kwietnia 2007

30x30x180. Tak można by opisać to, co zrobiłem rano.Znacie taką formułę sportowo-medyczną 3x30x130? To absolutne minimum ruchu (nowe teorie mówią, że to zbyt mało nawet jak na zdrowe minimum) – 3 razy w tygodniu po 30 minut z tętnem 130. A ja dziś robiłem 30 powtórzeń po 30 sekund na absolutnego maksa – czyli z […]

festyn – 3 czerwca 2007

Niesportowa niedziela. Chmury pokrzyżowały nam szyki i jedynym sportowym akcentem byli wieczorem siatkarze w telewizorze. Macie traumę siatkówki? Bo ja tak. Pisałem pewnie o tym, kiedy nasi siatkarze walczyli o medale, ale że nie było obowiązku czytać, to przypomnę. Chodziłem do siatkarskiej szkoły podstawowej. Od V klasy na każdym wuefie (a miałem poczucie, że nawet […]