Nie powiem, że czułem się jak człowiek z żelaza, bo człowiek z żelaza mógłby zardzewieć. Ale miałem poczucie, że mam ciało z tytanu względnie innego twardego na maksa materiału. Wczoraj po południu zadzwonił mój biegający szef P. z pytaniem, czy pobiegamy w sobotę rano. Za oknem była jeszcze Afryka i nic nie zapowiadało na dziś pory […]
Kategoria: Blog
Dunaj – 13 lutego 2008
Kiedy ja trenowałem bieganie, Moja Sportowa Żona ćwiczyła mieszkanki Ursynowa na brzuch, uda, pośladki, a córka przedszkolak trenowała zostawanie samemu w domu. Przez 35 minut. Miałem w planach półtoragodzinne wybieganie, bo czasem jednak człowiek musi długo pobiegać nawet w okresie przygotowawczym, kiedy więcej treningów krótkich i szybkich. Dograliśmy to czasowo tak, że najpierw MSŻ wyszła […]
tętno maksymalne – 5 stycznia 2007
Komu Mikołaj przyniósł tzw. pulsometr? Kamyczkowi86. I już wiadomo, że Kamyczek biega za szybko. Kamyczek pochwalił się tym pod środowym blogiem. Dodał, że biega z tętnem ponad 160. Moim zdaniem to za szybko. Kamyczek jak się łatwo domyślić ma 21 lat. To wiek nadzwyczajnej wyrywności, za co nie zamierzam Kamyczka ganić, bo sam mimo wieku […]
randka – 30 sierpnia 2007
Właśnie wróciłem z randki. Częściowo sportowej. Czwartek to zwyczajowy dzień bez biegania. Co nie znaczy, że bez sportu. Kiedy wróciłem z pracy, zwyczajowo wyszliśmy z Moją Sportową Żoną na badmintona, córka przedszkolak robiła slalomy na rowerze, a dziewczynki z podwórka odbijały pożyczonymi od nas paletkami. MSŻ dziś wygrała (pierwszy mecz 2:0, drugi przegrywając 1:2). A […]
obóz – 10 września 2007
Obóz czas zacząć. Zaraz wychodzę na trening. Drugi trening. Mój guru, trener Jerzy Skarżyński zawsze powtarza: odpocznij. Wyluzuj. Biegaj mniej. Trenuj lżej. Pamiętaj o superkompensacji (sprawdźcie w googlu co to). Ale ile razy próbowałem tej filozofii, to na zawodach popłynąłem. Ja muszę inaczej. Dołożyć sobie. Dlatego ten tydzień będzie najcięższy tego lata. Stacjonarny obóz treningowy. […]
córki – 14 lutego 2008
Dziś dzień bez treningów. Za to dużo miłości, jak to w Walentynki. W czwartki z reguły nie biegam, żeby się zregenerować. Zrobiłem tylko w dzień kilkadziesiąt wznosów na palcach (spodobało mi się to ćwiczenie) i 80 brzuszków oraz 60 grzbietów, kiedy Moja Sportowa Żona z pasją odpisywała w komentarzach pod wczorajszym blogiem. Acha, i podbiegłem […]
kac – 25 lutego 2007
Dzień walki z kacem. Bo się obraziłem. Niedziela zaczęła mi się tak: koło północy wylądowaliśmy z bardzo fajnym towarzystwem w dość fajnym klubie nieco już upojeni. Tańce, muzyka i piękna kobieta, Moja Sportowa Żona. Wirujący seks, Dirthy Dancing V. No i się zaczęło. MSŻ po wódce ma tak, że lubi sobie zapalić papierosa. Kiedyś paliła, […]
elektryczny pastuch – 27 marca 2007
Dziś było super. Z nadzieją na superkompensację. O superkompensacji wyczytałem u Skarżyńskiego, teraz znów go więcej czytam, po w Poznaniu kupiłem sobie jego trzecią książkę. Wprawdzie Skarżyński zwykle namawia do luzowania, odpoczynków, a nie ostrych treningów – czyli prezentuje odmienną filozofię od mojej – ale nawet jeśli w pewnych punktach się z nim nie zgadzam, […]
Tatry – 30 maja 2008
Ponieważ obecnie nie trenuję, a z drugiej strony jestem w górach, to wymyśliłem sobie gimnastykę z widokiem na Tatry. Wstałem, zjadłem, zadzwoniłem (w sprawie piłkarza na L. z klubu na Sz., a raczej w kwestii specyfiki miasta na D.) i pobiegłem. Nie masakryczny trening po górach, ale kiedy są góry, słońce i w dodatku jest tak […]
VII zakres – 22 sierpnia 2007
Trzy, dwa, jeden razy trzy. Tak bym nazwał dzisiejsze bieganie. Rano trochę poprztykaliśmy się z Moją Sportową Żoną. Jej problem w Warszawie to dotkliwy brak koleżanek, obudziła się przez to w kiepskim nastroju, a stąd do kłótni niedaleko. Zaraz wyszedłem na szybkie bieganie. Najpierw trzy minuty truchtu, a potem taka zabawa: 3 minuty na maksa, […]