Telewizory od rana pokazują panów Lipińskiego i Mojzesowicza z PiS-u namawiających posłankę Beger. Mało co nie spóźniliśmy się przez to do przedszkola, bo nie mogłem się oderwać od ekranu. Załatwiła ich jak dzieci. Mnie tylko raz chciał skorumpować jeden gościu – opowiadam w tym blogu, bo miało to związek ze sportem – żebym pisał o […]
13 listopada 2006
Nie mogę się doczekać święta. Właściwie to będą dwa dni świąt. Biegowych. W sobotę 17 marca 10 km w Poznaniu, a w niedzielę 25 marca półmaraton w Warszawie. Piszę wcześniej, bo dużo dziś pracy przede mną (ostatnie szlify wywiadu z Hołdysem). Praca została mi na wieczór, bo kiedy rano włączyłem komputer, to palce skręciły mi […]
13 grudnia 2006
Cztery tygodnie bez biegania, trzy kilo więcej. Uważajcie kobiety. Pamiętacie moją ksywkę? Szkielet. Podobnie jak większość społeczeństwa przejmuję się kwestią wagi, tyle że na odwrót. Ja chcę przytyć. Moim celem jest waga powyżej 60 kilo, co przy 173 cm wzrostu daje i tak BMI na poziomie małej żyrafy. Jak trenuję, ważę zwykle 58-59 kilo. A […]
8 listopada 2006
8.45 przy szlabanie w Lesie Kabackim. Miała być mała grupka pracownicza, ale dojechał tylko mój biegający szef. Przed nami 10-kilometrowa pętla w żółtych płomieniach liści. To co? Umawiamy się na spokojny bieg w I zakresie, a na końcu trzy mocne przyspieszenia po minucie (z przerwą po dwie minuty w truchcie). Mój biegający szef zawsze trenuje […]
29 października 2006
– Po co my to robimy? – zapytał Daniel, kiedy w piątek wczesnym wieczorem kładliśmy się spać na sali gimnastycznej w Blizanowie kilka godzin przed startem Kaliskiej Setki. – Po to, żeby znaleźć się w miejscach, w których się nie bywa – taka odpowiedź przyszła mi do głowy, bo starałem się ominąć wszystkie frazesy o […]
9 listopada 2006
Hmm… trochę się obawiam, że tu już nikogo nie ma. Moi komentatorzy zapadli w sen zimowy, wymarli lub weszli w fazę roztrenowania i nawet czytać im się o bieganiu nie chce. Rozumiem to, bo i u mnie w czwartek był ostatni trening w sezonie. Ostatni ruch dłutem po mięśniach przed ostatnim sobotnim startem (?). Który […]
5 listopada 2006
Niedziela miała być dniem rodzinnym. Zazwyczaj jest tak: rano do kościoła poszukać nadziei na Boga, potem rodzinne odwiedziny, rodzinny badminton. Treningu biegowego nie ma. Dziś było nieco inaczej – ciemna strona sportu. Rano jeździliśmy po ostrych dyżurach, bo Moja Sportowa Żona w zeszłym tygodniu wzięła na zastępstwo Magic Bar. To odmiana fitnessu ze… sztangami. Przeciążyła […]
18 listopada 2006
Dlaczego sobotni blog pojawia się w sieci dopiero w niedzielę? Wieczorna impreza albo inny czad? Nie. Organizm zażądał regeneracji. W sobotę wstałem przed siódmą, bo praca (spotkanie o 7.30). Brrr. Jak wróciłem pojechaliśmy z Moją Sportową Żoną na rozmowę kwalifikacyjną do powstającego właśnie klubu fitness. W tej branży taka rozmowa nazywa się castingiem. Fajne, co? […]
2 listopada 2006
Wieczór jak z bajki. Moja Sportowa Żona właśnie dla mnie tańczy. A przed chwilą ja tańczyłem dla niej. Na pewno mniej w tym było wdzięku, ale nie o wdzięk chodziło. MSŻ opracowywała sobie układ na jutrzejszy fitness, a ja służyłem jako króliczek. Doświadczalny. Wyobrażacie sobie człowieka o ksywce Szkielet, który z gracją wykonuje kolano, kolano, […]
10 grudnia 2006
Nie będę udawał: niesportowa niedziela. Wyszedłem z domu o 6.48. Wprawdzie na Czytelniczce tego bloga, która ma w zwyczaju wstawać przed świtem, a niedawno napisała komentarz do bloga o 4.56 (!!!) nie zrobi to pewnie wrażenia – ale dla mnie to wyczyn. Tyle że nie wyszedłem wcale potruchtać, tylko wsiadłem w samochód i ruszyłem do […]