3 grudnia 2006

Pamiętam to z jakiegoś filmu: nie ma drugich miejsc, są tylko pierwsze. Ale bo ja wiem? Film był o kierowcach Formuły 1. Stary mistrz uczył młodego ambicji, woli walki. I żeby nie cieszyć się dobrą jazdą, tylko zębami walczyć o zwycięstwo. Bo liczy się tylko pierwsze miejsce. A z drugiej strony nasz mistrz Adam Małysz, […]

narty w białce – 28 grudnia 2006

Kiedy już mistrz Robert Korzeniowski skończył karierę cieszył się na antenie radiowej jak dziecko. Że wreszcie może pojeździć na nartach. U nas radio w samochodzie nie działa. Na szczęście działa już pasek klinowy, pompa czegoś i alternator, a nawet wymieniony został łącznik przy tłumiku, więc znów jeździmy a nie buczymy. Wsiedliśmy rano w tę rakietę […]

przywodziciele – 19 grudnia 2006

Jak rozciągać przywodziciele? Pytanie ważne, bo bolą. Dziś był dzień odpoczynku. Ale zaniedbane wczoraj rozciąganie po treningu dawało mi w kość. A ściślej w mięsień, a ściślej w przywodziciel. Po całodziennej bieganinie (praca, kupowanie marynarki, bo właśnie przywieźli do sklepu rozmiar 46, mniejszych nie ma, znów praca) dorwałem Moją Sportową Żonę: – Pokaż mi kochanie […]

2 grudnia 2006

‚Jeszcze o Paddingtonie’. To moja ulubiona książeczka z dzieciństwa. Kto zna? A dziś będzie ‚Jeszcze o babingtonie’. Rano Polskę przywitało mroźne grudniowe słońce. Wzięliśmy letni sprzęt do badmintona – rakietki i siatkę z masztami. I jak za dobrych, ciepłych dni wyszliśmy na podwórko. Nasze boisko (to które zaanektowaliśmy po koszykówce pod urwanym koszem) jakby na […]

21 listopada 2006

Znów bieganie dla przyjemności. Aż się tą przyjemnością zawstydziłem. I doszedłem pod koniec treningu do wniosku: chwała bohaterom! Opowiem, jak wyglądał mój dzień. Spać się położyłem o 2.15, bo kończyłem tekst o rozwodach. Rano pospałem do 10.00, Moja Sportowa Żona wzięła sobie na głowę obowiązki rodzinne. Poprawiłem tekst, posłałem go do gazety, zjadłem śniadanie i […]

26 listopada 2006

Dzisiaj zero sportu. Rano leczenie kaca po sobotniej imprezie, a wieczorem była uroczysta kolacja z synem maturzystą z powodu jego urodzin. Syn maturzysta sportu w zasadzie nie cierpi. A przynajmniej tego sportu, którym ja się aktualnie interesuję. Od małego nie był w stanie zaciekawić się żadną transmisją piłkarską. Grać w piłkę też nie chciał. Jeździł […]

8 grudnia 2006

Co ma wspólnego bieganie dookoła piaskownicy ze sportem? Otóż ma. Moja Sportowa Żona żyje. Fryzjer też. A to mnie dziwi, bo po porannym fitnessie poszła z interwencją do salonu (dramat z fryzurą opisywałem wczoraj, dziękuję biegaczkom za rady w komentarzach). Otrzymała przeprosiny od szefowej, zwrot kosztów i darmową poprawkę, którą szefowa wykona własnoręcznie w najbliższą […]

godzina po rabce – 24 grudnia 2006

Stanąłem na nogi w nocy. To znaczy wróciło mi zdrowie. I rano po wigilijnym śniadaniu ruszyłem na godzinne bieganie. Najpierw pod górę (Maciejowa), potem na dół do Rabki i kiedy na liczniku miałem już godzinę i osiem minut znalazłem czynną kwiaciarnię. Potrzebowałem kwiatek dla Ewy. Ewa to moja szwagierka, która po ciąży z bardziej dyskotekowej […]

19 listopada 2006

Taniec. I to nawet nie sportowy, ale towarzyski. Nie mam dziś żadnej innej dyscypliny do opisania. Mieliśmy rano zamiar zrobić bieganie (ja) plus rower (Moja Sportowa Żona) z fotelikiem (córka przedszkolak). Ale mgła skutecznie zniechęciła nas do tego pomysłu. A jako że kierat treningowy nie obowiązuje, bez żalu odstąpiłem od porannej rekreacji. Potem było tysiąc […]

6 listopada 2006

Deszcz, jesienny deszcz. A my na ścieżkę. Mało kogo pewnie obchodzi, że przygotowując się do ostatniego startu tego sezonu (10 km w najbliższą sobotę) chciałem sobie zrobić kilometrówki biegane poniżej 4 minut. I że strasznie mi się nie chciało, do ostatniej chwili kombinowałem, czy tego nie zamienić na tzw. zabawę biegową albo inny luźniejszy rodzaj […]