Czy trudno jest przebiec trzydziestkę? Jeśli ma się wolny zawód, to nie. Gdzieś na drugiej pętli w Lesie Kabackim zaczęły mnie dopadać wyrzuty sumienia, że ja sobie mogę tak beztrosko biegać po ścieżkach, kiedy górnicy fedrują, lekarze strajkują, a kasjerki w supermarketach dostają oczopląsu. Od razu wyjeżdżam z tą kwestią, żeby nie popadać za bardzo […]
pół godziny – 29 lipca 2007
Dziś o dwóch córkach, jednym przegięciu i połowie godziny. Czyli jak skończyłem sportowe wakacje. Pojechaliśmy na Mazury we trójkę z córką przedszkolakiem i córką gimnazjalistką. I jak już pisałem stanąłem przed dylematem: jak tu trenować, jeśli nie chce się obarczać jednej córki siedzeniem z drugą podczas długich wybiegań, ani nie chce się wstawać na treningi […]
Kabaty – 31 marca 2007
Jest! Jest! Jest! Życiówka. Ale dziś bez Vahanarra, bo miało być złamane 36:00 (na dychę w Kabatach), a było tylko 36:12. To prawie to samo? Prawie robi różnicę. Cieszę się, że poprawiem życiówkę, chociaż tylko o 7 sekund. Ale mogę już podsumować pierwszą część biegowej wiosny. Tej, do której szykowałem się od grudnia – startów […]
cross w kabatach – 4 stycznia 2007
Odkrycie tygodnia: cross. Choćby pasywny. Trzeci dzień z rzędu długie bieganie. Bo zaczynałem treningi we wtorek, a w sobotę jest start na 10 km w Lesie Kabackim, więc w piątek nie chcę biegać, żeby trochę odpocząć przed startem, a w niedzielę również, żeby mieć czas dla rodziny. Z tego wynika, że musiałem trzy długie treningi […]
smś – 21 kwietnia 2007
– Tato, SMŚ to Sobotnie Mistrzostwa Świata – zapytała mnie córka gimnazjalistka w samochodzie rano.Jechaliśmy na SMŚ czyli Spontaniczne Młocińskie Ściganie. Te zawody postawione na głowie, o których nie raz pisałem, ale że nie ma obowiązku pamiętać, to jeszcze raz napiszę. Dystans: 10 km. Miejsce: Park Młociński, prawie trzy pętle. Czas: no właśnie. Każdy deklaruje […]
dzień bez sportu – 20 kwietnia 2007
Dzień bez sportu. I bez samochodu.Wstałem ze słońcem. Zredagować rozmowę z premierem. Byłym premierem.Potem powinien być trening. Wymyśliłem sobie na dziś bieganie po stadionie – 30 sekund na absolutnego maksa, 30 sekund powoli. Na naszym 333-metrowym stadionie łatwo można by wymierzyć tempo. Jeśli przebiegłbym cały stadion w dwóch szybkich odcinkach to było by 3:00 na […]
pierwszy zakres – 12 kwietnia 2007
Rano założyłem pulsometr, żeby pilnował mi pierwszego zakresu. I zacząłem myśleć, co zrobić z tym sportowym bigosem. W pierwszym zakresie człowiek wpada w trans. Ja zwykle od tego transu zwalniam, zamyślam się o czymś miłym, wyobrażam sobie sukcesy. Przeszłe albo przyszłe, albo teraźniejsze. Sportowe albo zawodowe, albo rodzinne. I w tym momencie dobrze jest rzucić […]
666-metrówki – 5 kwietnia 2007
Dziś robiłem szatańskie bieganie. 666-metrówki. Jutro Wielki Piątek. Prawdę mówiąc w ogóle tego nie zauważyłem. Na święta wyjeżdżamy do Rabki, więc nie pieczemy z Moją Sportową Żoną bab. Porządki zrobiliśmy już w zeszłym tygodniu. Sakralny charakter podkreśla palemka w wazonie. I tyle. MSŻ ze zdziwieniem zauważyła na wczorajszym fitnessie, że ma masę klientek, więcej niż […]
źle – 11 kwietnia 2007
Źle. Słabo, wolno, bez energii. I jeszcze Sejm wprowadził dziś mundurki w szkołach. Dobrze, że nie wprowadził mundurków biegaczom. Bo niby co to za anarchia i rewia mody? Ten w Adidasie, ten w Nike’u, ten w Ascicsie? Wszystkich ubrać w habity, no może w wersji short czyli ucięte w połowie uda (kobiety w pół łydki). […]
nie lubię – 20 marca 2007
Jest parę rzeczy, których nie lubię. 1. Jak polscy piłkarze przegrywają. Reprezentacja ostatnio w miarę sobie radzi, zobaczymy w sobotę, ale to co wyprawiają kluby osobiście mnie upokarza. Szczególnie, że pamiętam jeszcze tamte uniesienia z tamtą Wisłą Kraków. 2. Jak moi bliscy źle się do siebie odnoszą. Na przykład starsza córka z młodszą i nawzajem. […]