Dzień przed. Obudziło mnie słońce zapraszając na pierwszy trening nowego sezonu. Przeprosiłem je bardzo, ale było już po dziewiątej, a ja o 12 musiałem być w redakcji, żeby zatelefonować na zamiejscową i zagraniczną. I rozpoczęcie sezonu wyznaczyłem sobie na niedzielę, mam nadzieję, że równie słoneczną. Do gazety chciałem jechać na rolkach, ale Moja Sportowa Żona […]
Kategoria: Blog
półtorej godziny 2006 12 18 pierwszy dzień biegania – 17 grudnia 2006
Ogary poszły w las… Dziś nikt już nie czyta Żeromskiego, ja zresztą też nie (raczej Masłowską albo Witkowskiego). Ale pamiętam, że tak się zaczynają ‚Popioły’ Żeromskiego i to dobry cytat na dziś. 7.30 budzik. 7.55 śniadanie. 8.20 wychodzę na bieganie. 8.25 wychodzi słońce zza chmur, czegóż chcieć więcej. Założyłem sobie pulsometr i starałem się trzymać […]
16 października 2006
Chcecie wiedzieć, co się stało na moim maratonie? Nie chcę zbyt dużo pisać, o tym, jak zacząłem w równym tempie kilometr w 4 minuty. Jak na dziesiątym kilometrze dogoniła mnie grupa znajomych, z którymi przebiegłem połowę trasy w Warszawie. Jak biegłem z nimi równiutko jak maszyna do 29. km. Jak zwolniłem, żeby odpocząć przez kilometr, […]
4 grudnia 2006
Wróciłem do domu wieczorem, po kursie tańca. I co dalej? Moja Sportowa Żona pojechała prowadzić fitness, a córka przedszkolak prowadziła właśnie rozmowę z rewelacyjną opiekunką na temat kolejnej książeczki do przeczytania. – Już nie będziecie chodzili na tańczenie – zagadnęła mnie po chwili. Córka nie opiekunka. – To co teraz będziecie ćwiczyć? Więc jeden sukces […]
14 grudnia 2006
Mam ciśnienie do biegania. 130 na 95. Czterdzieści lat prawie minęło. Najwyższy czas, żeby porozmawiać o chorobach. Ale ani słowa o wrzodach, prostacie i bólach krzyża. Tylko o nadciśnieniu. Zacząłem się martwić po wpadce przy próbie oddania krwi (pisałem dwa tygodnie temu, jak mnie odesłała lekarka z powodu zbyt wysokiego ciśnienia – bodajże 150/100). Zmierzyłem […]
30 listopada 2006
Dzisiaj był tylko badminton. A na blogu będzie o wyższości biegania nad badmintonem. Na halę przy Mandarynki, gdzie chodzimy co tydzień pograć przychodzi kilkanaście osób. Ale trochę trudniej o taką dawkę sportowej radości, jaką daje bieganie. Dlaczego? Stajemy na przeciwko z Moją Sportową Żoną, pierwszego seta wygrywam z wyższością polskich siatkarzy, a w drugim przegrywam […]
sylwester – 31 grudnia 2006
To było jedenaście lat temu, też w Sylwestra. Moje życie osobiste waliło się w gruzy, ja pod tymi gruzami przytłoczony. Zadzwoniłem do Dzikiego: pobiegajmy w sobotę (albo niedzielę, nie pamiętam o jaki dzień chodziło). Dziki na to: ale to jest Sylwester. Ja: pobiegajmy. W tamtych czasach biegaliśmy co 2-3 tygodnie po Puszczy Kampinoskiej, takie 15-20 […]
19 października 2006
A ja się martwiłem w Poznaniu! Czym, powtarzam, czym?! Martwiłem się, że pierwszą połówkę maratonu przebiegłem w 1 h 25 minut, a drugą w 1 h 40 minut. Bywają w życiu większe tragedie. Weźmy taką Wisłę Kraków. Do przerwy prowadziła z Blackburn Rovers 1:0, a cały mecz przegrała 1:2. To jakby pobiec w maratonie dwie […]
9 grudnia 2006
Wolna sobota. Trochę sportowa. Już nie potrafię sobie wyobrazić, że jak byłem mały, to wolnych sobót nie było, szło się do przedszkola, a rodzice wracali z pracy o 14. Moja Sportowa Żona miała sobotę sportową do przesytu – cały dzień warsztatów fitness. Z godzinną przerwą o 16, umówiliśmy się wtedy na rodzinny obiad w pewnym […]
5 grudnia 2006
Łodź. Miasto fabrykantów, pamiątka po ziemi obiecanej, wieczny front między Widzewem i ŁKS-em, wieczna nienawiść z Warszawą i raczkujący maraton. Nie lubię maratonu w Łodzi. W pierwszym biegłem tuż po tym, jak pierwszy raz złamałem 3 godziny. Była ostatnia niedziela maja, spadł szatański deszcz, rozpuścił numery startowe, zmroził członki. Do ponownego złamania 3 godzin zabrakło […]