Obóz czas zacząć. Zaraz wychodzę na trening. Drugi trening. Mój guru, trener Jerzy Skarżyński zawsze powtarza: odpocznij. Wyluzuj. Biegaj mniej. Trenuj lżej. Pamiętaj o superkompensacji (sprawdźcie w googlu co to). Ale ile razy próbowałem tej filozofii, to na zawodach popłynąłem. Ja muszę inaczej. Dołożyć sobie. Dlatego ten tydzień będzie najcięższy tego lata. Stacjonarny obóz treningowy. […]
Kategoria: Blog
córki – 14 lutego 2008
Dziś dzień bez treningów. Za to dużo miłości, jak to w Walentynki. W czwartki z reguły nie biegam, żeby się zregenerować. Zrobiłem tylko w dzień kilkadziesiąt wznosów na palcach (spodobało mi się to ćwiczenie) i 80 brzuszków oraz 60 grzbietów, kiedy Moja Sportowa Żona z pasją odpisywała w komentarzach pod wczorajszym blogiem. Acha, i podbiegłem […]
kac – 25 lutego 2007
Dzień walki z kacem. Bo się obraziłem. Niedziela zaczęła mi się tak: koło północy wylądowaliśmy z bardzo fajnym towarzystwem w dość fajnym klubie nieco już upojeni. Tańce, muzyka i piękna kobieta, Moja Sportowa Żona. Wirujący seks, Dirthy Dancing V. No i się zaczęło. MSŻ po wódce ma tak, że lubi sobie zapalić papierosa. Kiedyś paliła, […]
elektryczny pastuch – 27 marca 2007
Dziś było super. Z nadzieją na superkompensację. O superkompensacji wyczytałem u Skarżyńskiego, teraz znów go więcej czytam, po w Poznaniu kupiłem sobie jego trzecią książkę. Wprawdzie Skarżyński zwykle namawia do luzowania, odpoczynków, a nie ostrych treningów – czyli prezentuje odmienną filozofię od mojej – ale nawet jeśli w pewnych punktach się z nim nie zgadzam, […]
Tatry – 30 maja 2008
Ponieważ obecnie nie trenuję, a z drugiej strony jestem w górach, to wymyśliłem sobie gimnastykę z widokiem na Tatry. Wstałem, zjadłem, zadzwoniłem (w sprawie piłkarza na L. z klubu na Sz., a raczej w kwestii specyfiki miasta na D.) i pobiegłem. Nie masakryczny trening po górach, ale kiedy są góry, słońce i w dodatku jest tak […]
VII zakres – 22 sierpnia 2007
Trzy, dwa, jeden razy trzy. Tak bym nazwał dzisiejsze bieganie. Rano trochę poprztykaliśmy się z Moją Sportową Żoną. Jej problem w Warszawie to dotkliwy brak koleżanek, obudziła się przez to w kiepskim nastroju, a stąd do kłótni niedaleko. Zaraz wyszedłem na szybkie bieganie. Najpierw trzy minuty truchtu, a potem taka zabawa: 3 minuty na maksa, […]
krutynia II – 11 maja 2008
Druga część bajeczki była dłuższa, a i tak się za szybko skończyła. Z jeziora znów wpłynęliśmy na rzekę. Jak te krainy się na jeziorach zmieniają, jak kolejne karty opowieści. Nad jednym brzegiem jeziora ciemny bór sosnowy, przy następnej zatocze już jaśniejszy chyba z domieszką modrzewia, nad następną mieszany, wszystko razem jak z fototapety. Krutynia za […]
10 km w Kabatach – 17 kwietnia 2007
Przyjechałem rowerem na bieg. Nie tylko dlatego, że nie liczyłem na życiówkę.Dziś był bieg na dychę w Kabatach. Mój czterdziesty dziewiąty, sprawdziłem właśnie w pliku, w którym zapisuję sobie wszystkie wyniki zawodów z międzyczasami włącznie. Startuję tam już ponad 9 lat. Mam z kim pogadać na mecie. Nawet taki autysta jak ja pozna przez ten […]
winda – 12 lutego 2008
Dziś miałem kilka treningów: na stadionie, w drodze na parking i dwa przy windzie. Trening niejedno ma imię. Na stadion pobiegłem z rana, przed pracą. Zrobiłem cztery interwały – pięć minut szybkiego biegu, dwie minuty truchtu. Wszystko obudowane paroma minutami truchtania przed i po, więc wyszło ponad pół godziny. Tempo niezłe – sprawdziłem sobie na […]
125 – 23 marca 2008
Obóz, obóz i po obozie. 125 kilometrów w tydzień. Bo dziś biegałem, chociaż w planie było nie biegać. Plan przewidywał, że po obozie jest wolne, bo nie miałem śmiałości napisać wam, żeby po sześciu dniach orki przejść od razu do siewu. Ten dzień wolny to nic złego, ale długie, wolne wybieganie to dla mojego organizmu […]