Rano biegałem, a potem pojechałem do biblioteki czyli na stadion. W Bibliotece Narodowej pracuje jedna z biegaczek-czytelniczek bloga. Po sobotnim biegu w Warszawie, który zresztą odbywał się nieopodal Biblioteki mieliśmy okazję przybić piątkę. Czy możecie sobie wyobrazić coś nudniejszego niż praca w bibliotece? W stereotypowym rankingu nudy zawód tej plasuje się na podobnej pozycji, co […]
Kategoria: Blog
kot – 25 marca 2008
Uwaga, dziś będę zniechęcał do biegania. A tytułowy kot będzie na końcu. Mam dzień wolny, a chciałoby się pobiegać. Bo ja to kocham, bo na długich treningach wpadam w mantrowy nastrój, na ostrych czuję, że żyję. Kiedy świeci słońce, mięśnie mi się cieszą. A kiedy leje i wieje hartuje mi się duch. Dzień wolny to […]
nie lubię – 20 marca 2007
Jest parę rzeczy, których nie lubię. 1. Jak polscy piłkarze przegrywają. Reprezentacja ostatnio w miarę sobie radzi, zobaczymy w sobotę, ale to co wyprawiają kluby osobiście mnie upokarza. Szczególnie, że pamiętam jeszcze tamte uniesienia z tamtą Wisłą Kraków. 2. Jak moi bliscy źle się do siebie odnoszą. Na przykład starsza córka z młodszą i nawzajem. […]
trzydziestka – 28 sierpnia 2007
Czy trudno jest przebiec trzydziestkę? Jeśli ma się wolny zawód, to nie. Gdzieś na drugiej pętli w Lesie Kabackim zaczęły mnie dopadać wyrzuty sumienia, że ja sobie mogę tak beztrosko biegać po ścieżkach, kiedy górnicy fedrują, lekarze strajkują, a kasjerki w supermarketach dostają oczopląsu. Od razu wyjeżdżam z tą kwestią, żeby nie popadać za bardzo […]
dzień luzu – 8 stycznia 2007
Nowy tydzień zacząłem od wyluzowania. Tylko rolki w tempie przedszkolaka i zabójcze grzbiety a la pilates. Wziąłem się od rana do roboty, wróciłem po południu, Moja Sportowa Żona poleciała na fitness, a ja zostałem z dylematem: kapcie czy jeszcze coś zrobić. Przekonałem córkę przedszkolaka, że fajnie będzie wyjść, ona na rowerze, ja na rolkach, zrobiliśmy […]
szachy – 9 marca 2007
Wigilia biegu w Kabatach. I sport bardzo stacjonarny Dziś wielkie leżenie. Odpoczynek przed startem na 10 km w Lesie Kabackim. O ile można to nazwać odpoczynkiem. Przed świtem wstałem napisać tekst o Nalepie. Skończyłem w południe, Moja Sportowa Żona wróciła wtedy z porannych zajęć, zjedliśmy jajecznicę na kiełbasie. I postanowiłem się zdrzemnąć zanim pojadę do […]
mróz – 24 lutego 2007
Powinno być dziś 21 km biegu. Było 16, ale w takim mrozie uważam, że to i tak nieźle. Krem ochronny na twarzy wystarczył na 40 minut biegu. No i to zimno w kościach. Dwie bluzy plus podkoszulek to jednak za mało, przydałby się jeszcze bezrękawnik. Pół biedy w Lesie Kabackim. Tam leży wprawdzie udeptany śnieg, […]
powidła – 1 marca 2008
Od wczoraj chodzą za mną powidła śliwkowe. I na dokładkę z filmem z Brucem Willisem, który oglądałem w telewizorze w piątek wieczorem. Bruce Willis spotyka siebie samego z dzieciństwa. Film z pozytywnym przesłaniem, mocno familijny, dość oczywisty i przyjemny w oglądaniu. Do filmu zrobiłem sobie kanapki z czymś, co niespodziewanie znalazłem w lodówce – z […]
turniej – 17 lutego 2008
– Nie gram! Gdzie ty mnie przywiozłeś?! – zaprotestowała Moja Sportowa Żona na wstępie. Ale jednak zagraliśmy. Na turnieju badminona w hali Akademii Obrony Narodowej w Warszawie. Dlaczego MSŻ nie chciała grać? Bo byliśmy tu już półtora roku temu (chyba nawet jest to opisane w prehistorycznych czasach bloga), dostaliśmy w tyłek od wszystkich, różnica w […]
szyszko – 22 lutego 2007
I znowu zaśnieżenie duże. Co za zima, jak czkawka. Z jednej strony mógłby być śnieg po pas, sanna i dzwoneczki. Narty nie tylko w Gorcach, ale też na Kopie Cwila, górze usypanej z ziemi wykopanej pod fundamenty ursynowskich bloków. Sanki do przedszkola i po przedszkolu. Śnieżki non stop. A bałwany nie tylko w Ministerstwie Ochrony […]