Jak pierwszy raz widziałem trening interwałowy, to myślałem, że facet jest taki cienki i zdycha. Dzisiaj zrobiłem pierwsze interwały w sezonie. Z dziesięć lat temu, a może nawet więcej biegliśmy z Dzikim po pętli młocińskiej. Przed nami biegł facet w niezłych sportowych ciuchach, my mieliśmy na sobie jakieś dresy pamiętające PRL i buty ze Stadionu […]
obóz – 14 maja 2007
Dzień zaczął się klimatycznie. Obudził mnie rzęsisty opad atmosferyczny i oślepiające słońce. O szóstej rano da się to wytłumaczyć, bo słońce jest jeszcze nisko nad horyzontem a deszczowe chmury ma się nad głową. Opowiadam o tym nie tylko, żeby się pochwalić, o której dziś wstałem, ale żeby się wytłumaczyć, dlaczego nie pobiegałem rano. Sorry, ale […]
poprzeczka – 11 grudnia 2007
– A do Rabki nie zajrzałeś? – zapytała mnie Moja Sportowa Żona po porannym treningu. Najpierw dokończenie poprzedniego odcinka: wylądowałem, a poprzeczka wisi. Egzamin zaliczony 8,4 na 10 możliwych, a zaliczało się od 5,5. Zostałem instruktorem lekkoatletyki 🙂 Wybaczcie mi, że tak was tym epatuję. Ale strasznie się cieszę. Że nauczyłem się czegoś nowego, w […]
ministerka – 4 listopada 2007
Amerykanska ministerka Condoliza Rajsowa. Jak to usłyszałem w slovackim rozhlasie, który złapał mi się na empetrójce w czasie podbiegu na Luboń, to myślałem, że odlecę. W piątek rano Moja Sportowa Żona szła na 8. do fryzjera położyć sobie kolor, jechała samochodem do centrum Rabki. Wykorzystałem ją i poprosiłem, żeby podrzuciła mnie parę kilometrów dalej na […]
dlaczego – 28 października 2007
Na koniec przyznam się do porażki w sobotnim biegu. Ale na razie zamierzam trochę pokluczyć po tematach, jak na krosie w terenie pagórkowatym. Sportowa niedziela. Rano zaliczyłem trening płotkarski na moim kursie instruktorskim. – Mamy 100 ćwiczeń do przerobienia więc zaczynamy – powiedział nam trener. Najlepsze jest takie: leżymy na brzuchu, przekręcamy się szybko jakby na […]
dwanaście – 29 kwietnia 2008
Takiego treningu nigdy sobie jeszcze nie zrobiłem. I jedno, czym się martwię, że za lekko go zniosłem. Człowiek jest jak sprężyna. Przynajmniej biegacz trenujący do ważnych zawodów. W fizjologii nazywa się to superkompensacją. W skrócie: kilka dni przed startem trzeba sobie mocno dołożyć, a potem pozwolić wypocząć. Nasze możliwości najpierw się skurczą jak sprężyna, ale […]
sekunda – 26 kwietnia 2008
Niby start treningowy, niby nic, a ta sekunda, jedna sekunda mentalnie się liczy. Czy jestem zadowolony z dzisiejszego biegu? 10 km w Kabatach, start przygotowawczy. Na maksa, na życiówkę, a raczej wiceżyciówkę, bo tamten dzień, kiedy przez godzinę byłem Bobem Beamonem (młodsi: google) już się nie powtórzy. Wiceżyciówka wynosiła 35:59 i została zrobiona na początku […]
telefon – 20 maja 2008
Co robi biegacz, kiedy nie trenuje? Biega sobie. Od wczoraj mam zły dzień. W poniedziałek po południu rozwaliłem telefon komórkowy, a wieczorem z zupełnie innych przyczyn stacjonarny. Przyczyny to najogólniej mówiąc brak umiejętności opanowania wybuchów wściekłości, więc nie ma się czym chwalić. Stacjonarny już odkupiłem, ładniejszy i tańszy niż myślałem. Ale i tak był cały […]
wirus – 31 marca 2008
Co się powinno robić dzień po zawodach biegowych? Kto czyta ten wie: biegać. Masz problem ze schodzeniem po schodach rano i wszystko boli, chociaż się po biegu rozciągałeś? Na tzw. zakwasy (w rzeczywistości to mikrourazy) najlepiej zrobić łagodne rozbieganie. Miałem taki plan. Ale niestety coś mnie dopadło. Na biegu nie zmarzłem, po też nie, bo zaraz założyłem dres. Ale […]
ekiden – 22 września 2007
Ekiden wymyślili chyba Japończycy. A przynajmniej upowszechnili sztafetę maratońską jako najlepszą formułę dla sportu korporacyjnego. To było ze dwa i pół roku temu. Na spotkanie w mojej macierzystej korporacji przyszli szefowie Maratonu Warszawskiego. Moja macierzysta redakcja była wtedy patronem maratonu, a mój biegający szef miał już zaliczony półmaraton i przymierzał się do całego. Zaczęliśmy od […]