Kategoria: Blog

Otylia – 16 kwietnia 2008

Ranek w Rabce przywitał mnie mgłą. Śniadanie i na bieganie. Zaliczyłem Maciejową. To taka góra nad domem rodzinnym Mojej Sportowej Żony. Wbiegłem ostrym podbiegiem przez Tatarową, od razu ubłociłem buty, spodnie, a kurtka biegowa zdążyła mi zmoknąć, ale tylko z wierzchu, bo jest dobra. Za Tatarową (15 minut biegu) jest 15 minut łagodniejszego podbiegu na […]

orzeł – 19 stycznia 2007

Prawie wywinąłem orła w Dolinie Kościeliskiej. Dało mi to dużo do myślenia. Pół piątku rozmawiałem z góralami – bacami oraz urzędnikami, ale tak czy inaczej góralami z ciała i krwi – o oscypku. O 15.50 dotarłem do wlotu Doliny Kościeliskiej, wcześniej na stacji benzynowej przebrałem się w dres. Ruszyłem na godzinne bieganie w pierwszym zakresie. […]

orka – 15 stycznia 2008

Zaorałem w te dwa dni. Teraz będę siał, a w niedzielę pierwsze zbiory. Warszawa w poniedziałek obudziła się jakby wiosną. Słońce, lekki plus, prawie że pączki na krzewach. Dopiero jak po 15 minutach biegu znalazłem się na Polu Wilanowskim spotkałem zimę, drzewa mrozem ścięte, trawy szronem pobielone i zlodowaciała ścieżka. Ale to nie tak źle, bo […]

przed chomiczówką – 20 stycznia 2007

Chomiczówka, Chomiczówka… – śpiewał w świetnej i hitowej zarazem piosence Sidney Polak. Ja też mam tu swoją legendę. Bieg na 15 km na warszawskiej Chomiczówce odbywa się w najbliższą niedzielę. To moje pierwsze starty w tzw. biegach masowych (poza maratonami, bo najpierw zacząłem biegać maraton, a dopiero rok później dowiedziałem się, że są organizowane różne […]

niepraktykowanie – 18 listopada 2007

Przez ostatnie trzy dni byłem sportowcem niepraktykującym. Ale teorii łyknąłem dużo.   Bieganie zaczyna się od rozluźnienia mięśnia piersiowego. Przynajmniej dla mnie. To wniosek z piątkowych i niedzielnych zajęć na moim kursie lekkoatletycznym. W piątek pani od korektywy pokazywała nam na rysunkach i zdjęciach różne skoliozy, opowiadała jak mamy powyginany kręgosłup (kifozy i lordozy) i jak […]

40 – 4 października 2007

Wybiła czterdziestka. Budzik postawił mnie na nogi o 6:10.  Zacząłem dzień bieganiem. O 8.30 byliśmy umówieni na poranny trening z biegającym szefem. A przedwczoraj mój przyjaciel Dziki (ten, cośmy razem biegali, kiedy niektórych czytelników tego bloga jeszcze nie było na świecie, a Moja Sportowa Żona biegała jeszcze z pieluchą) zadzwonił, że może by tak zrobić […]

inaczej – 30 października 2007

Jak nie wiesz, co zrobić, to zrób inaczej. Powiedział mi raz pewien terapeuta: jak nie wiesz co zrobić, to nie rób nic. Myślę, że w psychologii to niegłupie. W treningu trzeba by tę maksymę trochę przekręcić: jak nie wiesz, co zrobić, to zrób inaczej. Dlaczego? Na sobotnim kursie trener od płotków zrobił dygresję o słabym […]

paragon – 3 kwietnia 2008

Pamiętacie do przerwy 0:1. Paragon (kto go grał w filmie?), Józef Nalberczak jako trener dzieciaków, Adam Bahdaj, czytało się i oglądało. Rano kończyłem te niekończące się tanie produkty. Poszedłem jeszcze do Lidla po najtańszy dżem w mieście, 2,29 na paragonie. Katar większy, a samopoczucie gorsze niż poprzedniego dnia wieczorem. Dokończyłem pisanie i stwierdziłem, że się […]

666-metrówki – 5 kwietnia 2007

Dziś robiłem szatańskie bieganie. 666-metrówki. Jutro Wielki Piątek. Prawdę mówiąc w ogóle tego nie zauważyłem. Na święta wyjeżdżamy do Rabki, więc nie pieczemy z Moją Sportową Żoną bab. Porządki zrobiliśmy już w zeszłym tygodniu. Sakralny charakter podkreśla palemka w wazonie. I tyle. MSŻ ze zdziwieniem zauważyła na wczorajszym fitnessie, że ma masę klientek, więcej niż […]

podbiegi – 1 października 2007

Było nas trzech. Ganialiśmy się po górce. Żeby poprawić siłę oraz szybkość. Umówiliśmy się rano z biegającym szefem na porządny trening. Bo szef ostatnio wyliczał, jakie życiówki w tym roku zrobił – na 42 km, w połówce, ale na 10 km nie. A będą na to jeszcze dwie okazje, bieg w Kabatach na 9840 m […]